piątek, 14 grudnia 2012

Rozdział VII

*rano*

Telefon, który był w moich spodniach zaczął głośno dzwonić. Sięgnęłam jedną ręką w jego stronę, nadal nie zmieniając pozycji. Zaczęłam go szukać na ślepo, ale na marne.
- Kurwa... - przeklnęłam i wstałam z pozycji leżącej. Przetarłam oczy i ziewnęłam przeciągle. Usiadłam na łóżku po turecku po czym sięgnęłam po telefon.
Na wyświetlaczu widniała nazwa "mama" (oraz jej zdjęcie z moją młodszą siostrą, które oczywiście zrobiłam ja). Pośpiesznie odebrałam.
- Tak, słucham ?
- Witaj Rose. Jak tam? - zapytała, a po drugiej stronie można było usłyszeć krzyki, piski i wrzaski mojego rodzeństwa.
- Hej mamo - ziewnęłam. - Obudziłaś mnie - powiedziałam lekko wkurzona. "Co jak co, ale żeby budzić mnie o tej porze?!"
- To ty jeszcze spałaś ? - spytała zaskoczona.
- Mhm... - mruknęłam. - To takie dziwne?
- No, trochę... U nas jest już godzina 13,00, więc u Ciebie 12.00.- powiedziała, a mi szczęka opadła. "Aż tyle spałam?" - Coś Ty robiła całą noc ? - zapytała podejrzliwie
- Długo by opowiadać. - zbyłam ją.
- OK... w takim razie później mi opowiesz. To co u Ciebie? Jak Ci się podoba hotel i pokój? - zaczęła zadawać mi mase pytań.
- U mnie wszystko w jak najlepszym porządku. Hotel jest ekstra, tylko jedno mnie zastanawia. Skąd mieliście tyle pieniędzy, by mi zapewnić w Nim tydzień? - zapytałam
- No, bo... tata dostał inną pracę. - wyjawiła nieśmiało.
"Dlaczego mi o tym nie powiedzieli?"
- Co? Jak to? Dlaczego mi o tym nic nie wspominaliście? Jaka to praca?
- ... Za tydzień wyprowadzamy się do Niemiec. Dokładnie nie wiem jaka to praca, ale wiem, że jest w Niemczech. Coś związanego z przygotowaniami do kocertów, scen itp.
Teraz to już kompletnie szczęka mi opadła. Moi rodzice mają się przeprowadzić do Niemczech? A co z babcią?
- A co z babcią? - zapytałam z nutką pretensji
- Nie martw się. Babcia jedzie z Nami - odparła
- Wow... Nie mogę w to uwierzyć. Jestem w szoku.
- Nie odpowiedziałas mi na ostatnie pytanie. Jak Ci się podoba pokój hotelowy? - zmieniła temat
- No właśnie w tym problem, że nie ma jak mi się podobać, bo "zamek" na kartę, od moich drzwi się uszkodził.
- Co? Jak to? - teraz Ona była w szoku - To gdzie teraz jesteś?
- Pamiętasz jak Ci wspominałam o tym zespole One Direction? -
- Tak, pamiętam jak o Nich ciągle mówiłaś i się cieszyłaś z każdego ich koncertu, jakby to było wczoraj.
- Bo to było wczoraj. Właściwie to przedwczoraj, ale mniejsza z tym. To właśnie leże w ich łóżku. - powiedziałam nie myśląc nad sensem tego, co mówię.
- CO ?! - od razu zareagowała na moje niepoprawne zdanie.
- Znaczy się : Leże w łóżku w ich apartamencie. Mieli jeden wolny pokój, to mi go zaoferowali. - zaczęłam się tłumaczyć
- Nie strasz mnie tak...
- Przepraszam, po prostu jestem niewyspana.
- To świetnie, a co z Twoim pokojem?
- Dyrektor hotelu, czy jak to się mówi odda mi dziś za jedną noc w moim pokoju, której tam nie spędziłam. Dziś przyjedzie mechanik i naprawi tą usterkę. Pod wieczór myślę że już będę mogła się w końcu tam wprowadzić.
- OK, OK... - odparła.
Usłyszałam płacz mojej młodszej siostry.
- Wybacz Rose, ale musze już kończyć. Dzieciaki stasznie rozrabiają.
- W porządku mamo.
- Papa, Kochamy Cię
- Ja Was też. Pa. - rozłączyłam się i rzuciłam telefon na moje ubranie, leżące na fotelu obok łózka. Przetarłam oczy rękoma i postanowiłam wstać. W końcu 12 godzina...
Pomyślałam że mogłabym dziś wyruszyć na podbój Londynu. Zwiedzić różne miejsca, spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu.
Wygrzebałam  z mojej walizki i założyłam ciepłe kapcie. Uchyliłam lekko drzwi i wychyliłam głowę, by sprawdzić czy nie ma nikogo w korytarzu. Na szczęście było pusto... i cicho. Pomyślałam że chłopcy są już pewnie na próbie, czy coś takiego... Dzisiaj mieli zapełniony dzień na maksa. Wyszłam z mojego pokoju i poszłam w kierunku NibyŁazienki. W duchu miałam nadzieję że nie zmieniła położenia i ciągle się tam znajduję.
Na szczęście tam była. Wśliznęłam się do środka bezszelestnie. Nie wiem dlaczego uważałam, żeby być jak najciszej. Może bałam się że ktoś jeszcze jest w apartamencie? Nie wiem. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w wybrany strój, który składał się z czarnych rurek, czarnej koszulki i wizerunkiem Nirvany (uwielbiałam ich) i jeansową koszulą z ćwiekami na ramionach.
- No, już mniej więcej przypominam człowieka, więc mogę spokojnie wyjść do ludzi, bez obawy że ktoś się mnie przestraszy. - powiedziałam sama do siebie (tak, miałam to w zwyczaju) i zgarniając ze sobą kosmetyczkę, oraz pastę do zębów i szczotkę do zębów, wyszłam z łazienki. Zgasiłam w Niej światło i poszurałam (dosłownie) do pokoju. Schowałam rzeczy do walizki i wyciągnęłam skarpetki. Sięgnęłam po moją podręczną torbę i schowałam do Niej dodatkowo telefon, oraz bluzę, na wypadek, gdybym podczas powrotu zmarzła.
Mogłam już wychodzić. Jeszcze tylko moje sędziwe trampki i wyruszam. Przeszłam przez "korytarz", przeszłam przez SalonoKuchnioJadalni docierając do moich butów. Nikogo oczywiście nie było. Wyszłam z apartamentu, a moim oczom ukazały się...

C.D.N

_________________________________
Jak myślicie co zobaczyła Rose ? :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Rozdział VI



*
*pól godziny później*
Zawsze gdy pisałam w pamiętniku, śpiewałam sobie cicho piosenki chłopaków.
Odłożyłam pamiętnik na łóżko i poszłam na balkon, śpiewając piosenkę 'More Than This' Uwielbiałam solówkę Nialla. Była dla mnie czymś cudowny, często przy Niej płakałam. Na balkonie był przyjemny chłód. London Eye oraz Big Ben pięknie wyglądali. Nie żałuję że tu przyjechałam, a tym bardziej że poznałam chłopaków. Właśnie zaczynałam śpiewać słowa Nialla gdy usłyszałam melodię tej piosenki. Ktoś grał ją na gitarze. Dźwięki dobiegały do mnie coraz głośniej, jakby się zbliżało. Nadal śpiewałam, gdy w końcu zobaczyłam, co, a raczej kto gra tą melodię...
*

To był oczywiście Niall. Lekko zawstydzony, ale skupiony grał melodię tej piosenki, a ja śpiewałam. Wolnym krokiem wszedł do mnie na balkon i spojrzał na mnie niebiańskim wzrokiem, w którym była akceptacja, oraz zachwyt. Nigdy nie widziałam go w takim stanie, nawet gdy oglądałam jego zdjęcia, Video Diary, albo gify. NIGDY. Stanął na przeciwko mnie i patrzył się na mnie, non stop. Trochę się speszyłam i pomieszałam słowo, wtedy On zaczął śpiewać ze mną:
' Cause we are, the same,
you save me,
When you it's gone again '
Potem skończył grać i się do siebie mocno uśmiechnęliśmy.
Uwielbiałam, gdy się uśmiechał cały, chociaż często próbował uśmiechać się z zamkniętymi ustami, mi było obojętnie. Jego uśmiech, jego czupryna, jego oczy. Wszystko było niebiańskie. Gdy pierwszy raz zobaczyłam teledysk 'What Makes You Beautifull', gdzie był, zawrócił mi w głowie. To dziwne, ale chyba zakochałam się w Nim od pierwszego wejrzenia. Zawsze go lubiłam najbardziej - jego szczerość, po części dziecięcy charakter, miłość emanowały nawet przez monitor komputera. Uświadomiłam sobie że go kocham. Teraz patrzył na mnie, jak gdyby chciał bym mu coś powiedziała, czy wyznała.
- Rose? - zapytał. Spojrzałam na Niego pytająco. - Pięknie śpiewasz. - powiedział.
Zatkało mnie. Nikt nigdy dotąd nie powiedział że ładnie śpiewam, a Niall Horan, poiwedział ze śpiewam PIĘKNIE. To było coś cudownego, coś niewyobrażalnie pięknego.
- Na prawdę? - zapytałam nadal niedowierzając.
Pokiwał głową.
- Dziękuję... Nie wiem co powiedzieć. - uśmiechnęłam się do Niego, a On odłożył gitarę, opierając ją o szklane wejście do balkonu i otworzył ramiona, zachęcając bym się do Niego przytuliła. Bez chwili wahania to zrobiłam. Na prawdę świetnie przytulał. Mogłabym nawet powiedzieć jak nikt inny ale na tym się niestety nie znałam.
- Musze Ci coś powiedzieć. - powiedział, gdy trwaliśmy w uścisku, a ja trzymałam głowę na jego ramieniu. - Rose... - zaczął niepewnie. - Może to głupio zabrzmi, ale gdy tylko Cię ujrzałem w holu, gdy tak się siłowałaś z tą nieszczęsną klamką, wiedziałem że muszę Ci pomóc. Byłam tak uroczo wkurzona, że po prostu spodobałaś mi się od samego wejrzenia. Teraz, gdy Cię choć trochę poznałem, wiem że za wszelką cenę nie mógłbym Cię nigdy opuścić, zranić, czy zostawić. To dziwne uczucie. Przyznam, że jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem. - zamyślił się na chwilę. - Jak pewnie wiesz, jestem nieśmiałym typem chłopaka. Strasznie się krępuję dziewczyn i po prostu nie umiem przy Nich nic powiedzieć, bo uważam że palnę głupotę. Przy Tobie jest inaczej. Cały czas chcę z Tobą siedzieć i nawet bezsensownie patrzyć się w niebo, tylko by przy Tobie być. Czuję że Twoje problemy, są równiez moimi problemami i chcę Ci w Nich pomóc. - oderwał się ode mnie, by spojrzeć mi prosto w oczy. - Gdy opowiadałaś mi część z Twojego życia, nie mogłem uwierzyć, że tak wspaniała osoba jak Ty nie miała nigdy przyjaciół. Po prostu nie mogę sobie tego wyobrazić - popatrzył na chwilę w bok. - Ale wiedz że teraz masz mnie i zawsze będę przy Tobie, nawet gdy uznasz w tej chwili mnie za idiotę, nie zdziwię się, ale za wszelką cenę będę chciał się do Ciebie 'dostać'. Mimo wszystko. Zrozumiem, gdy powiesz teraz że jestem nieźle popieprzonym kolesiem, ale daj mi szansę. Chciałbym być Twoim przyjacielem. Na zawsze. - pojedyncza łza spłynęła po jego policzku.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To było takie nierealne. Nierealnie piękne. Nie wiedziałam dlaczego Niall uronił łzę. Może myśli że się od Niego odsunę? Że pomyślę że żartuję? Wiedziałam że mówi prosto z serca, bo po prostu to czułam. Czułam ciepło w jego słowach wypływające z jego ust. Podeszłam do Niego i wytarłam opuszkiem palca, spływającą po jego policzku łzę. Uśmiechnęłam się, by przekazać mu tym samym, że jestem szczęśliwa z tego, co powiedział. Nie marzyłam nigdy o takich słowach, a teraz powiedział mi je KTOŚ TAKI. Teraz ja uroniłam kilka łez. Łez szczęścia.
Niall przytulił mnie mocno do siebie i zaczał cicho płakać.
- Niall... - powiedziałam, gdy moje łzy zaczęły mi coraz szybciej spływać.- Directioner jestem od ok. dwóch lat. Gdy tylko ujrzałam Wasz pierwszy teledysk 'What Makes You Beautifull', zupełnie przypadkiem, od razu wiedziałam że jesteście wspaniali, że będę Waszą fanką. I tak tez było. Założyłam Wasz Fan Page, na Facebooku, fanek przybywało w zastraszającym tempie. Utworzyliśmy tzw. rodzinę. Rodzinę Directioners, która mimo kilometrów wspierała się i mogła na wspólne tematy porozmawiać. Zawsze najbardziej mi się podobałeś. Bezpośredni, szczery, miły, kochany. Twoje oczy...włosy, uśmiech, cały ty. Byłeś idealny. Wiedziałam o Tobie praktycznie wszystko i tylko marzyłam o tym by kiedyś Cię spotkać, chociaż przypadkiem, na zdjęcie. Cieszyłabym się wtedy jak dziecko, które w końcu ujrzało Mikołaja. Niestety wiedziałam że to się nigdy nie stanie. Mój nauczyciel od J. Angielskiego ewidentnie się na mnie uwziął. Nie odpuszczał i pytał za każdym razem, gdy widział że nie jestem przygotowana. Teraz w jakimś stopniu mu za to dziękuję bo jakimś cudem z Tobą rozmawiam - zaśmiałam się cicho. - Kolejnym powodem jakim wiedziałam ze Cię nie poznałam, była świadomość tego, że nie mieliście w planach przyjazdu do Polski. Nasz kraj jest biedny, to fakt, ale mimo tego nie mogłam tego dopuścić do myśli. Moi rodzice za dużo nie zarabiali, mieli zwykłe zawody - mój tata mechanik samochodowy, mama - krawcowa, a do tego trójka młodszego rodzeństwa. Po prostu nie dawali rady i nawet do głowy nie przyszłoby mi to, że kiedyś mogłabym znaleźć się tu, w Londynie, ale jakimś cudem jestem. Zafundowali mi bilet w jedną stronę, tygodniowy pobyt w hotelu, prywatnego nauczyciela Angielskiego, a niedługo jeszcze mieszkanie. Jestem im dozgonnie wdzięczna, bo moje największe marzenie się spełniło. Poznałam Was.

*Z perspektywy Nialla*
Nie wiedziałem co się ze mną dzieję. Gdy tylko ujrzałem Rose, wiedziałem że to TA jedyna. To dziwne, ale jednak się stało. Teraz chciałem być cały czas blisko Niej, Jakby jakaś niewidzialna siła mnie do Niej ciągnęła. Otworzyła się przede mną, jak nikt inny. Wiedziała, że może mi zaufać, tym bardziej jak powiedziałem jej cała prawdę. Gdy skończyła mówić, przytuliłem ją jeszcze mocniej. Mogłem ją tak przytulać aż do rana, aż do śmierci, ale pomyślałem że pewnie chcę się położyć. W końcu późna godzina. Wyswobodziłem ją z mojego uścisku i pocałowałem w czoło.
- Ty też byłaś moim marzeniem, nawet wtedy, gdy nie wiedziałem o Twoim istnieniu. - podniosłem gitarę i ukłoniłem się przed nią, a Ona cicho zachichotała. Wyszedłem z balkonu, a Ona przyglądając mi się uważnie uśmiechała się od ucha do ucha. Uchylając za sobą drzwi od jej pokoju szepnąłem:
- Dobranoc. Śpij dobrze... - i wyszedłem.
Cały stres ze mnie zszedł, jakbym zrzucił z siebie coś ciężkiego. Już chciałem wejść do swojego pokoju, gdy ktoś na drugim końcu 'korytarza' odchrząknął. Spojrzałem w tamtą stronę. W wejściu swojego pokoju, stał Harry w samych bokserkach, przyglądający mi się uważnie z założonymi rękoma na piersi. Pokręcił nieznacznie głową.
- Co? - zapytałem się szeptem.
Wzruszył ramionami.
- Nie, nic.. - odparł. - Podoba Ci się? - zapytał prosto z mostu.
Westchnąłem i pokiwałem głową.
- Wiedziałem - powiedział z triumfem. - Jutro z rana powiem to samo Louisowi, bo się ze mną zakładał.
Wzniosłem oczy ku górze.
- Nie macie o co się zakładać. - mruknąłem chytając klamkę od swego pokoju
- Żebyś wiedział... - poruszył znacząco brwiami. - Dobranoc - powiedział i zniknął za drzwiami swojego pokoju.
'Idioci...' Zaśmiałem się i pchnąłem drzwi mojej oazy, czyli mojego pokoju.

C.D.N
_________________________________
Jest szósty! Matko, jak to wszystko pędzi.
Chciałabym ten rozdział dedykować Anonimkowi - Ann, za to ze mnie oświeciła. Dziękuję! :)
Mam nadzieję że Was tym nie zanudzam. ;>

Rozdział V


*
Harry pokazał mi mój pokój, który był na przeciwko pokoju Nialla. Chociaż to jest dobre... Miałam balkon z widokiem na miasto. było na prawdę pięknie. Nie dziwię się że w tym hotelu jest całe 1D. Stojąc tak sobie na balkonie i rozmyślając nad dzisiejszym dniem, ktos zapukał, do moich uchylonych drzwi. 
- Proszę! - poleciłam i powróciłam do oglądania wieczornej panoramy Londynu. "Tu jest tak pięknie..." 
- Przeszkadzam ? - spojrzałam w stronę, gdzie dobiegał głos. Oczywiście był to Niall. 
- Nie, oczywiście że nie. - uśmiechnęłam się do Niego,a on odwzajemnij gest.
Stanął obok mnie i patrzył tam gdzie ja. 
- Nad czym myślisz? - zapytał
- Nad wszystkim.. - odparłam. - Uwielbiam siedzieć na świeżym powietrzu w nocy i rozmyślać. 
Pokiwał głową. 
- Ja tak samo. 
*
Chwilę postaliśmy w ciszy. Usiadłam na wiklinowym fotelu, w kącie balkonu. Niall zajął miejsce w drugim kącie. 
- Opowiedz coś o sobie. Wtedy, gdy powiedziałaś że nigdy się nie bawiłaś nie wiedziałem dlaczego, a chciałbym to wiedzieć. Od tamtego czasu o tym cały czas myślałem. Możesz mi opowiedzieć? - zapytał nieśmiało.
- Jeśli tylko chcesz... - zaczęłam niechętnie
- Tak! BARDZO! - krzyknął uradowany. 
- No więc... Mieszkałam w Polsce. Nigdy nie byłam jakaś bogata. Moi rodzice za wiele nie zarabiali, ale mieli na nasze utrzymanie. Na szczęście. Do przedszkola nie chodziłam, bo wtedy moich rodziców nie było na to stać. I tak się zaczęło... W podstawówce wszyscy mnie wyśmiewali, przezywali że jestem biedna, brzydka, gruba itd. - spojrzałam się na Nialla. Oczekiwał w ciszy, głęboko zamyślony z poważną miną. - Wprawdzie nie miałam tyle pieniędzy, co wszyscy, ale nie to nie powód by mnie tak nazywać... Tak uważałam, ale kogo by to obchodziło? - zapytałam się retorycznie. - Tak więc było przez podstawówkę, gimnazjum i liceum. Teraz, gdy w końcu skończyłam 18 lat, moi rodzice podarowali mi spóźniony prezent, którym był bilet w jedną stronę do Londynu. A uwierz, że z Angielskim nie szło mi najlepiej... Teraz nawet nie wiem jakim cudem z Tobą rozmawiam. Masz na mnie dobry wypływ. - uśmiechnęłam się do Niego, a On się zarumienił. - To chyba koniec... 
Niall westchnął. 
- I podobno jesteś Directioner, tak? - zapytał.
Pokiwałam dumnie głową.
- Moje jedyne "przyjaciółki" o ile można to tak nazwać, to Directionerki z mojego Fan Page. 
Twarz Horana wykrzywił dziwny grymas. Coś takiego jak smutek i niedowierzanie.
Usiadł obok mnie na podłodze. 
- Teraz masz mnie - powiedział. - Znaczy... nas. - poprawił się. 
Usiadłam obok Niego na podłodze i przytuliłam go. On od razu mnie do siebie przygarnął i gładził moje plecy dłonią. 
- Mimo że Cię tak krótko znam, wiem że nigdy bym Cię nie opuścił... - wyszeptał mi do ucha, a ja zaczęłam płakać.
Nie wiem dlaczego, ale płakałam. To było takie cudowne z jego strony... Niall Horan, TEN niall Horan, powiedział że nigdy by mnie nie opuścił. Nie chciałam wyswobadzać się z jego uścisku. Mogłam przyznać że przy Nim czułam się tak beztrosko i bezpiecznie. 
- A co robi... Oouu. Nie chciałem przeszkadzać - Zayn zaczął się wycofywać z mojego pokoju.
- Zayn zaczekaj. - zatrzymałam go.
- Dlaczego nie pukałeś? - zapytał go Horan oskarżycielsko.
- Pukałem, ale najwyraźniej nie słyszeliście - odpowiedział Malik. - Chciałem tylko powiedzieć Ci Rose, dobranoc i mam nadzieję że Ci się będzie dobrze spało, bo jak nie, to wiesz... Jestem za ścianą - uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
- Miło z Twojej strony... Dziękuję i  Dobranoc! - wstałam i patrzyłam jak wychodzi.
Wyszedł wolnym krokiem.
Podałam rękę Niallu, chwycił ją i podniósł się z podłogi. 
- To... ja chyba będę już szedł. - powiedział wycofując się z pokoju.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Chciałam by został, było mi z Nim tak dobrze, ale jutro ma z rana próbę. Nie chciałam by był na zajutrz niewyspany.
- Dobranoc. - pożegnałam się z Nim a On mi pomachał i zamknął drzwi od mojego pokoju. 
Westchnęłam. Cholernie nie chciało mi się spać, więc pomyślałam że popiszę coś w pamiętniku. 
*pół godziny później*
Zawsze gdy pisałam w pamiętniku, śpiewałam sobie cicho piosenki chłopaków.
Odłożyłam pamiętnik na łóżko i poszłam na balkon, śpiewajac piosenkę "More Than This" Uwielbiałam solówkę Nialla. Była dla mnie czymś cudownym, zawsze przy Niej płakałam. Na balkonie był przyjemny chłód. London Eye oraz Big Ben pięknie wyglądali. Nie żałuję że tu przyjechałam, a tym bardziej że poznałam chłopaków. Właśnie zaczynałam śpiewać słowa Nialla gdy usłyszałam melodię tej piosenki. Ktoś grał ją na gitarze. Dźwięki dobiegały do mnie coraz głośniej, jakby się zbliżało. Nadal śpiewałam, gdy w końcu zobaczyłam, co, a raczej kto gra tą melodię...

C.D.N
_______________________________________________
No i jest piąty, a komentarzy nadal nie jest dużo. Szkoda, bo myślałam ze więcej osób czyta, to co pisze. 
, ale bardzo się cieszę że mam stałych bywalców mojego bloga i musicie wiedzieć, ze tylko dla Was to pisze. 
Mówcie czy Wam się podoba. :) Macie jakieś pytania?
Dziś możliwe, że dodam kolejny rozdział - w zależności ile będzie komentarzy. xx
LOVE YOU SO MUCH ! 

niedziela, 9 grudnia 2012

Rozdział IV


*
Po chwili miałam przed sobą kanapki i sok. Zajadałam się Nimi, a Niall siedząc na przeciwko mnie, patrzył jak jem. Trochę mnie to wkurzało...
*

- Niall, przestań się na Rose tak patrzeć. Widać że się krępuje... - odezwał się Liam
- Uhm... Wybacz - powiedział do mnie strapiony.
- Spoko - powiedziałam z pełną buzią. "Matko, jaka ze mnie debilka" 
Niall tylko się zaśmiał i usiadł na przeciwko mnie na krześle, oglądając jakieś powtórki ich wywiadów na tv, jak reszta chłopaków.
- Zawsze oglądacie powtórki Waszych wywiadów? - zapytałam szeptem, gdy już pochłonęłam wszystko co miałam na talerzu. 
- Nie zawszę, ale często... - odparł z uśmiechem na twarzy, również szeptem. 
- Aha - odszepnęłam
Puścił do mnie oczko i powrócił do oglądania. Zsunęłam się z krzesła i wzięłam puste naczynia do zlewu. Zaczęłam je myć.
- Rose, co Ty wyprawiasz? - zapytał się Louis
- Yyy... Zmywam naczynia. To źle? - zapytałam zaskoczona.
- Tak! - krzyknął Niall
Spojrzałam na nich pytającym wzrokiem. 
- U nas zmywa tylko sprzątaczka - wyjaśnił Harry
- Ale chyba nic się nie stanie, gdy po sobie zmyję, czyż nie? - zapytałam
- No, niby tak... - odparł tym razem Zayn
Niall zaraz znalazł się obok mnie. 
- Daj. Pomogę Ci - wziął ode mnie talerz cały w pianie i zaczął go spłukiwać. Niechcący na mnie polał wodą. 
- Niall! - krzyknęłam rozbawiona i lekko wkurzona, oglądając mokre miejsca na mojej bluzce. 
- Ups... Przepraszam - powiedział i chlapnął raz jeszcze. 
To oznaczało wojnę. Zaczęłam gonić go z gąbką z pianą. 
- Ej gołąbeczki! - krzyknął Louis - Sami się bawicie? - wziął mokrą ścierkę i zaczął nas gonić.
Po chwili wszyscy do nas dołączyli.
- Hahahahaha, ale był odjazdowo. Dawno się tak dobrze nie bawiłam. - powiedziałam, siadając ciężko na kanapie. - Właściwie, to nigdy się nie bawiłam. 
Jak już wcześniej wspominałam, nie miałam żadnych przyjaciół. Nigdy.
- Jak to? - zapytał Niall, mający całe włosy w pianie.
- Bo nie miałam nigdy przyjaciół. - wszyscy zrobili poważne miny. 
- Jak to? - powtórzył pytanie Nialla, Harry.
- Długo by opowiadać. A muszę się przebrać - wskazałam na bluzkę całą mokrą i w pianie. 
Uśmiechnęłam sie do Nich i poszłam do mojej walizki. Wyjęłam telefon z kieszeni, by zobaczyć która to jest godzina. "20.10...". Wzięłam z walizki niebieską bluzkę i poszłam do łazienki. Znalezienie jej trwało co najmniej z 10 minut, bo "mieszkanie" było ogromne. Przed łazienką trafiłam na garderobę i jakiś pokój. Zważając na barwy pościeli, zapewne Nialla, a dlatego, bo pościel miała kolory flagi Irlandii. W końcu, na samym końcu trafiłam do łazienki. 
Jak reszta pomieszczeń była świetnie urządzona i przeogromna. Krany, klamki i różne uchwyty były pozłacane, a na ścianach były płytki biało-błękitne. Wyglądało na drogo urządzone. Zresztą, ten cały hotel jest drogi. Przypomniałam sobie o mamie. 
"Miałam do Niej zadzwonić pod wieczór i zapytać skąd mieli tyle pieniędzy aby zapewnić mi nocleg. Wiecie jakie to jest uczucie chociaż zobaczyć One Direction na ulicy, a co dopiero "mieszkać" w ich apartamencie? Ja też nie wiedziałam." Wciąż nie mogłam w to uwierzyć, ale postanowiłam się tym teraz nie główkować. Wróciłam ze zmienioną bluzką do SalonoKuchnioJadalni i spojrzałam na wygłupiających się chłopaków. Louis siedział na Harrym. "Nie pytajcie co robili, bo sama nie mam pojęcia." Niall "bił się" z Zaynem, a Liam to wszystko nagrywał.
- Robimy Video Diary ! - krzyknął Harry spod Louisa. 
- Daj kamerę... - powiedział do Liama, Niall i mu ją odebrał. 
Podszedł do mnie, wymierzając we mnie obiektywem. 
- A to nasza nowa koleżanka Rose. - znalazł się obok mnie, nagrywając nas. - Przywitaj się... - szepnął mi do ucha. 
"Gdyby moje oczy miały lasery, Nialler zostałby w tej chwili poćwiartowany. Przysięgam." 
Nienawidziłam nagrywania. Uważam ze nie jestem fotogeniczna i źle wychodzę na filmikach itd.
- Siemka Directioners. - pomachałam do obiektywu uśmiechając się szeroko. 
- Rose będzie dziś u nas nocować, bo mamy wolny pokój w naszym apartamencie. - Niall poruszył zabawnie brwiami.
Podbiegł do nas Louis.
- A ja mam marchewkę ! - pomachał mi nią przed nosem, a ja ją ugryzłam. 
Nialler prawię pękał ze śmiechu, toteż Liam przejął od Niego kamerę, by ten mógł tarzać się po podłodze. 
- Tak się właśnie kończy żywot marchewki, gdy ktoś mi nią macha przed nosem - powiedziałam wrednie do Louisa, który przyglądał się marchewce troskliwie. 
- Ty nikczemna! - wymierzył we mnie palcem. - To MOJE marchewki! - zaczął mnie gilgotać. 
- Hahahahaha, przestań, przestań! Hahahaha. - zwijałam się ze śmiechu. 
- Za buziaka - wskazał swój policzek, przerywając tym samym moje katusze.
- W Twoich snach! - znów zaczął mnie gilgotać. - Dobra, już dobra... - poddałam się. - Mam nadzieję że Eleanor mnie nie zabije. - powiedziałam pod nosem. Louis już czekał z wystawionym policzkiem w moją stronę. 
- Tutaj - wskazał. 
Wzniosłam oczy ku niebu i pocałowałam go w wyznaczone miejsce. 
- No - skwitował zadowolony. - Ale za marchewkę Ci się jeszcze oberwie - powiedział aktorsko obrażonym tonem i skoczył na Harrego, który leżał na kanapie. 
Liam oczywiście to wszystko nagrywał. 
- Mam nadzieję że tego nie wstawisz na YouTube - powiedziałam do Niego z przymrużonymi oczami.
- Oczywiście że wstawi! - powiedział za Niego Zayn.
Zmierzyłam go wzrokiem. Niall siedział obok mnie, na podłodze. Wstał i podał mi rękę. 
- Chodźcie tu! - zawołał nas Harry. 
- Musimy się pożegnać. - powiedział Louis
Zaraz do Nich doszliśmy. 
- To na tyle Directioners. Jutro podpisywanie płyt w Centrum, wywiad do BBC Radio i sesja zdjęciowa dla Londyńskiego Bravo. - powiedział Liam
- Oczywiście zapraszamy wszystkich do Centrum - powiedział Harry. 
Wszyscy go poparli.
- To cześć! - pożegnaliśmy się wszyscy chórem. 
- Teraz tylko zgram to na laptopa i wstawię na YouTuba. - powiedział Liam, uśmiechając się do mnie, mówiąc te ostatnie słowa. 
Zaraz po wstawieniu Video Diary na YT, pojawiły się pierwsze komentarze. 
"Rose! Ale ty masz szczęście! xoxo"
"Hahaha, Louis Kochanie, nie bądź zły na Rose za tą marchewkę! Też bym tak zrobiła. (:"
"Rose! Już Cię uwielbiam! <3 "
"Larry forever, haha :D <3" "A mój Nialler tarza się ze śmiechu, po podłodze. xD" "Jestem ciekawa co na TO wszystko Eleanor. ^^" 
I inne...
- Wow, wszyscy Cię już uwielbiają. - powiedział Zayn, wskazując na komentarze informujące na to. 
- Dziwisz się? - zapytał Niall
- Nie, oczywiście że nie - Zayn puścił do mnie oczko. 
Wieczór minął nam na tym, ze graliśmy w scrable i oglądaliśmy koncert w Londynie, który odbył się niedawno. Niestety mnie na Nim nie było. 
- Chodź Rose, pokaże Ci Twój pokój... - Harry złapał mnie za rękę i poprowadził za Nim. 
Spojrzałam na Nialla wznosząc oczy ku nieba. On tylko kiwnął głową i powrócił do dokuczania Louisowi. 

Harry pokazał mi mój pokój, który był na przeciwko pokoju Nialla i zaraz sobie poszedł. 
Chociaż to jest dobre... Miałam balkon z widokiem na miasto. było na prawdę pięknie. Nie dziwię się że w tym hotelu jest całe 1D. Stojąc tak sobie na balkonie i rozmyślając nad dzisiejszym dniem, ktoś zapukał, do moich uchylonych drzwi. 
- Proszę! - poleciłam i powróciłam do oglądania wieczornej panoramy Londynu. 
"Tu jest tak pięknie..." 
- Przeszkadzam ? - spojrzałam w stronę, gdzie dobiegał głos. Oczywiście był to Niall. 
- Nie. Oczywiście że nie. - uśmiechnęłam się do Niego, a on odwzajemnij gest.
Stanął obok mnie i patrzył tam gdzie ja. 
- Nad czym myślisz? - zapytał
- Nad wszystkim.. - odparłam. - Uwielbiam siedzieć na świeżym powietrzu w nocy i rozmyślać. 
Pokiwał głową. 
- Ja tak samo. 

C.D.N
______________________________________________
Jest Czwarty aaaa ! Tak Was kocham, że pędzę z tymi rozdziałami. ^^ 
Spodziewaliście się takiej kolei rzeczy? 
Kolejny rozdział jutro. :)

Rozdział III

Taksówka zaraz przyjechała.



Kierowca zabrał moją walizkę i schował z tyłu, do bagażnika. Otworzyłam niepewnie przednie drzwi od samochodu i wsiadłam. Kierowca zaraz potem. 
- Where? - zapytał
Podałam mu kartkę z adresem hotelu. 
W połowie drogi stanęliśmy w korku.
- Niech to szlag... - przeklęłam cicho po Polsku.
- What ? - zapytał, bo nie wiedział co powiedziałam. 
- Nothing... - uśmiechnęłam się lekko. 
Postanowiłam posłuchać muzyki. Tym razem wypadło na LWWY.
Pół godziny później byliśmy już prawie na miejscu. Przez budynki, można było dostrzec mój hotel. Nie, "mój" to źle powiedziane, bo przecież nie jest moją własnością. Lepiej by było "hotel w którym mam zarezerwowany pokój". Tak więc hotel był duży, luksusowy a co za tym idzie, bardzo drogi. Mimo że miałam wadę wzroku, dostrzegłam 4 gwiazdki nad nazwą "HOTEL SAVOY". "Myślałam że będzie miał co najmniej 7 gwiazdek... Nie, no żart. Wiem, że tylu nie ma."
"Kolejne pytanie: Skąd rodzice mięli na to wszystko pieniądze... ? Tego już nie wiem."
Taksówka zatrzymała się pod wejściem do hotelu. 
- 25.30 - powiedział kierowca, wyciągając rękę w moim kierunku. Wyciągnęłam mój portfel, modląc się że by była tam jakakolwiek kasa. Doznałam szoku i otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. W moim portfelu znajdowała się kupa pieniędzy. 
Dałam sumę wyznaczoną przez kierowce i wysiadłam z taksówki. Mężczyzna wyjął moją walizkę i postawił przede mną. 
- Good Bye - pożegnał się, ściągnąwszy kapelusz z głowy, na znak szacunku.
- Bye - odpowiedziałam i odwróciłam się przodem do hotelu. 
- Trzymajcie mnie, bo zaraz zemdleję... - było mi słabo.
Wejście było zapewne automatyczne i szklane, a framugi były złote. Nie zdziwiłabym się, gdyby to było ze szczerego złota. 
Wypuściłam głośno powietrze z płuc. 
- Wchodzę... - weszłam ciągnąc za sobą walizkę i rozglądając się dookoła. 
Było widać że ten hotel jest bardzo drogi. 
Na przeciwko wejścia dostrzegłam recepcję, tak wiec poszłam w tamtą stronę. 
Przy ladzie stała jakaś kobieta, rozmawiająca z wysoką recepjonistką. Postanowiłam poczekać, aż przerwą.
Po pięć minutach w końcu przestały rozmawiać i kobieta poszła w kierunku windy, ciągnąc za sobą swoją różową walizkę. 
- Hello. Can I help you? - uśmiechnęła się do mnie recepcjonistka a ja podeszłam do lady.
- Yes... - podałam jej kartkę z numerem pokoju. Od razu ją zgarnęła i zaczęła czytać.
- OK... - wystukała coś na komputerze, a potem napisała numer piętra. 
Chyba wyczaiła że nie umiem za bardzo mówić po Angielsku i nie zrozumiem, gdy mi powie jak mam dojść do swego pokoju. Oddała mi kartkę i złota kartę. "Oo czyli tu nie ma kluczy, tylko na kartkę się wchodzi? Bogaci ludzie..."
- Thanks. - wziąwszy je z lady, podziękowałam i poszłam w kierunku windy. 
Spojrzałam na kartkę i zobaczyłam numer piętra. Zaraz potem winda się otworzyła a z Niej wyszło mnóstwo ludzi. Został tylko jeden facet. Po stroju, stwierdziłam że to "windowniczy". "Tak wiem, nie ma takiej nazwy, ale ja tak ich nazywam"
Przywitałam się z Nim, a On zapytał które piętro. 
- Six - odpowiedziałam i zaczęłam czekać aż ta cholerna winda się otworzy na "moim" piętrze. Wiecie jak to jest. Nawet dwie minuty w ciszy, ciągną się w nieskończoność. I tak też było tym razem. 
Na każdym piętrze wchodziło kilka osób. Gdy już na "elektronicznym wskaźniku piętra" pojawiła się cyferka "6", poczułam ulgę, bo w końcu mogę stąd wyjść. Był tylko jeden problem. 
"Jak ja się wydostanę przez ten tłum ludzi?"
Nie widząc innego wyjścia zaczęłam się przepychać, i szturchać wszystkich łokciami.
- Sorry, Sorry - powtarzałam tylko. 
W końcu jednak wyszłam. Poczułam dużą ulgę i przypływ świeżego powietrza. 
Ponownie spojrzałam na kartkę z numerem pokoju.
"269...269....269..." I znowu to nieszczęsne "69"... Od razu mi się z Harrym kojarzyło. 
Zaczęłam szukać mojego pokoju. Poszłam w lewą stronę z nadzieją Że tam właśnie się znajduje. W końcu na samym końcu go znalazłam. Wyjęłam złotą kartę z kieszeni spodni i przejechałam po "zamku". Lampeczka obok "zamka" zapaliła się na zielono, więc stwierdziłam że mogę już wejść. 
Chwyciłam za klamkę ale ''za Chiny'' nie mogłam otworzyć. Zaczęłam szarpać tą cholerną klamkę. Było dosyć głośno, ale nie obchodziło mnie to już. Chciałam się dostać do tego pokoju i w końcu odpocząć. 
Ktoś otworzył drzwi od swojego pokoju na przeciwko "mojego". Spojrzałam w tamtą stronę. W wejściu przyglądał mi się Niall... TAK NIALL HORAN! O mało nie upadłam na ziemię, ale postanowiłam nie odstawiać takich akcji teraz. 
- Can I help you? - zapytał szczerząc zęby. 
Kiwnęłam głową puszczając klamkę i odchodząc krok dalej od "moich" drzwi.
Niall cały czas uśmiechając się, podszedł w samych skarpetach do "moich" drzwi i wziął ode mnie kartę. Przejechał tak samo jak ja wcześniej po "zamku" i spróbował otworzyć. Nic. Jeszcze raz - też nic. 
- Fuck! - zaklął. 
Zaczęłam się śmiać, bo tak samo jak ja nie udawało mu się otworzyć tych drzwi. Spojrzał na mnie lekko zdziwiony ale uśmiechnięty. 
- Sorry... - pokazał mi palec wskazujący i wszedł ponownie do "swojego" pokoju , a zaraz wrócił z Liamem. Byli piękniejsi na żywo, niż w tv. Wybałuszyłam oczy ze zdumienia, że stoję tu z Liamem i Niallem z One Direction, którzy pomagają dostać mi się do "mojego" pokoju. 
- Liam Payne - podał mi rękę Daddy
- I know - uścisnęłam ją, z uśmiechem.

*pięć minut później*
Na korytarzu był już cały zespół One Direction. Wszystkich "poznałam". 
Byłam na prawdę zdumiona że mogę ich poznać. Nawet o tym nie marzyłam. 
A co do dogadywania się z Nimi. Poszło mi na prawdę dobrze. Co, jak co,ale podstawy dialogu, to ja potrafię.
*ANG*
- Miło mi Cię poznać - podał mi dłoń Louis, potem Harry, a następnie Zayn.
- Mi was też. Nawet nie wiecie jak bardzo... 
- Oj, chyba wiemy - uśmiechnął się Harry
- KURWA! - krzyknął Niall cały czas siłując się z drzwiami. Spojrzeliśmy się wszyscy na Niego. - Nie mogę otworzyć tych cholernych drzwi. - puścił je. - Chyba się popsuły. - spojrzał smutno na mnie. 
- Jak to ? - zapytałam smutniejąc. 
- Zaraz wrócę. Idę do recepcji zawiadomić ich o usterce w tych drzwiach. - powiedział Liam i zniknął w windzie. 
- Nie martw się... - Niall położył swoją dłoń na moim ramieniu.
- Jak mam się nie martwić, jak nie mam w takim razie gdzie spać? - zapytałam lekko wkurzona.
- O to się nie musisz martwić. - powiedział Harry. - U nas jest jeden pokój wolny. 
- Tak! - przyznał entuzjastycznie mu rację Niall. - Możesz spać z Nami... - spojrzeliśmy na Niego. - ... znaczy u nas. - wybrnął z sytuacji, drapiąc się z zakłopotaniem w tył głowy. 
Zaraz przyszedł Liam z kierownikiem hotelu. 
Wskazał drzwi. Niall podał mężczyźnie kartę. Ten przejechał tak jak my kartką po "zamku" i nic. Blada dupa. 
- Chyba rzeczywiście zamek jest popsuty... - odwrócił się przodem do nas.
- No to pięknie - skwitowałam sarkastycznie.
- A naprawa zamka potrwa jeden dzień... - dodał. 
Westchnęłam. 
- Nie ma sprawy, Rose może przenocować jeden dzień u nas w apartamencie. Jako iż Paul nie śpi u nas, jest jeden pokój wolny. - poinformował kierownika Niall.
Był taki kochany... Mimo że nie znamy się za długo (w końcu to tylko 20 minut) już chcę mi pomóc w każdy możliwy sposób. 
Poczułam wzrok wszystkich na mnie. Czekali na moją decyzję. 
- Proszęę ! Zgódź się... - nalegał blondyn
- W porządku. Jeden dzień przenocuję u chłopaków. Tylko co na to Wasz menadżer ? - zapytałam, patrząc na Nich po kolei. 
- Powinien się zgodzić. Tak czy inaczej, nie jego sprawa... - powiedział Harry.
Wszyscy pokiwali głowami.
- Poinformuję Panią, gdy tylko zamek będzie naprawiony, a pokój gotowy do zamieszkania. - powiedział kierownik.
- Dobrze. Dziękuję. 
- To ja dziękuję i przepraszam za kłopot. Koszty jednego dnia, zostaną Pani zwrócone jutro rano. 
Zdawkowo kiwnęłam głową. 
- Do widzenia. - pożegnaliśmy się z Nim.
Zniknął w środku windy. 
- To zapraszamy! - otworzył szerzej drzwi Louis. 
- Dzięki... - uśmiechnęłam się i weszłam do środka. Było tam przepięknie. Ściany miały kolor bordowy, gdzieniegdzie były białe i czarne dodatki. Panele były koloru jasnego drewna. To wszystko zespalało się w jedną swoistą całość. 
Postawiłam swoją walizkę przed drzwiami, oczywiście w środku. Wszyscy weszli w głąb apartamentu. Zostałam sama z Niallem. 
- Dam Ci jakieś kapcie.. - zaczął szukać w szafce na buty. - O! Znalazłem... - rzucił przede mnie różowe, puchowe kapcie "króliczki". Zaczęłam chichotać. 
- No co? - zapytał. 
- Kogo to kapcie? - zapytałam, zakładając je na nogi.
- Harry kupił sobie, żeby przypodobać się Louisowi - poinformował mnie. -Wiesz.. Louis lubi...
- Marchewki, a króliki jedzą marchewki... Tak, doskonale o tym wiem. - uśmiechnęłam się do Niego. Był lekko zaskoczony.
- Zaczynam się bać... 
- Directioners takie są.. - odparłam tajemniczo
- Jesteś Directioners ? - od razu się ożywił.
- Taak. 
- To super. Chodź. - wyciągnął dłoń w moim kierunku, ale zaraz potem oprzytomniał i schował do kieszeni. - Wykorzystamy Zayna, to zrobią Ci coś do jedzenia. - uśmiechnął się.
Kiwnęłam głową i podeszłam bliżej Nialla. 
Był taki dobry.. Wcale nie musiał mi wtedy pomagać, a jednak to zrobił. 
- To... chodźmy... - zająknął się. 
Poszłam za Nim do SalonoKuchinoJadalni. 
- Zayn, czy mógłbyś przyrządzić Rose, swoje słynne pyszne kanapeczki ? - zapytał Niall, opierając się o oparcie kanapy, na której leżał mulat.
- Jasne. - uśmiechnął się do mnie, kierując się do kuchni. 
Wstał i poszedł przyrządzać kanapki.
- A ja Ci naleję soku... - Niall jak powiedział, tak zrobił.

Po chwili miałam przed sobą kanapki i sok. Zajadałam się Nimi, a Niall siedząc na przeciwko mnie, patrzył jak jem. Trochę mnie to wkurzało... 

C.D.N
_________________________________________
Jest trzeci! 
Chciałam Wam podziękować za te przemiłe komentarze, które motywowały mnie do dalszego pisania. Bez Was nie pisałabym tak szybko rozdziałów! Jeszcze raz, bardzo dziękuję i liczę że tym razem też nie zawiedziecie. 
Jak myślicie, jakie relacje będą pomiędzy Rose a chłopakami? 'Zadomowi' się ? 
Kocham Was. :) 

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział II

*NASTĘPNEGO DNIA - RANO*

- Róża! - zaczęło krzyczeć moje rodzeństwo. 
- Czego? - otworzyłam lekko oczy
- Wstawaj! Wstawaj! Wstawaj! - zaczęły powtarzać, skacząc po moim łóżku.
- W porządku, ale złaźcie z mojego łóżka rozwydrzone bachory! - krzyknęłam i zeskoczyły, znikając za drzwiami mojego pokoju. 
Odkryłam się spod kołdry i przetarłam oczy. Spojrzałam na zegarek, stojący na biurku.
- O cholera! Za pół godziny musimy być koniecznie na lotnisku! - zaczęłam panicznie krzyczeć. Zeskoczyłam z łóżka i wzięłam wcześniej przygotowane ubranie i weszłam do łazienki. 
Ubrałam czarną bluzkę, jeansowe rurki i czarne trampki. Włosy upięłam w luźny kok. Pomalowałam oczy kredką, bo na dłuższy makijaż nie mogłam sobie pozwolić. Poperfumowałam się, założyłam kolczyki i wzięłam okulary przeciwsłoneczne leżące na toaletce. Zgarnęłam kosmetyczkę i wrzuciłam ją do otwartej walizki, stojącej w przedpokoju.
- Róża jesteś gotowa? - zapytał tata, trzymając za klamkę od drzwi mieszkania. 
- Tak! Już, tylko wezmę bilet i bagaż podręczny. 
Wzięłam to co miałam, zasunęłam suwak w walizce i ją podniosłam z podłogi.
- No. Możemy wyruszać. 
Mama i moje rodzeństwo siedzieli już na dole, w samochodzie. 
Tata zamknął drzwi na klucz i przejął ode mnie walizkę. 
Zbiegłam po schodach za Nim. Spojrzałam na godzinę w telefonie.
''Uf, nie jestem jeszcze spóźniona."
Wyszłam na zewnątrz bloku. Spojrzałam się jeszcze ostatni raz na Niego i weszłam do samochodu. Rodzice pozwolili siedzieć mi z przodu. Mama siedziała z tyłu z moim rodzeństwem, które cały czas się darło. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam sobie folder piosenek tylko One Direction. Pierwszą piosenką była "Moments"... Solówka Nialla zawsze wywoływała u mnie płacz, ale tym razem nie mogłam się popłakać. Nie teraz. Nie tutaj, bo byłoby to dziwne z mojej strony.
Po 15 minutach, byliśmy już na miejscu. Lotnisko było całe zapełnione. Wszędzie ludzie z walizkami, a na parkingu nie było miejsca. 
- Za chwilę się spóźnicie. - powiedział tata, patrząc na zegarek na swoim ręku. - Wychodźcie już, a ja zaraz do Was dojdę. - Stanął i wyszliśmy. Wzięłam swoją walizkę z bagażnika i podeszłam do okna kierowcy. 
- Tylko zdąż... - powiedziałam błagalnym tonem.
- Oczywiście córeczko. - uśmiechnął się. 
Poszliśmy z mamą do środka lotniska. Dałam swój bagaż, na taśmę, wykrywającą metal, albo zagrożone gatunki zwierząt (co jak co, ale tak jebnięta nie jestem). Nic nie wykryto, więc mogłam spokojnie dać swój bilet. 
Poszliśmy w kierunku samolotu. 

- ODLOT DO LONDYNU ZA 5 MINUT! - wykrzyczał jakiś głos z megafonu. 
Zamartwiałam się gdzie tata. Podeszliśmy do bagażowego, a On odebrał ode mnie moją walizkę. Zostawiłam tylko podręczną torbę. Trzymając bilet w ręku, ciągle myślałam o tym że tata może nie zdążyć. 4 minuty...3 minuty... nie ma go.
- JESTEM! - podbiegł do nas, strasznie zmachany. Biegł.
Przytuliłam go najmocniej, jak tylko potrafiłam. Cieszyłam się, ze zdążył.

*minuta przed odlotem*
Wszyscy żegnali się ze swoimi rodzinami na zewnątrz. Przed samolotem.
- Obiecaj, ze zadzwonisz jak tylko wylądujesz. - powiedziała mama.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się i pożegnałam. 
- Cześć maluchy. - poczochrałam włosy moich młodszych braci. - Dajcie czasem mamie odpocząć i nie rozrabiajcie tak, ok? - zapytałam się ich.
- Jasne, siostra - przytulili mnie w tym samym czasie. 
Mama zaczęła płakać w objęciach taty. 
- Nie zapomnij o mnie - powiedziała moja siostra. - Obiecaj!
- Nie zapomnę o Tobie Olu. - przytuliłam ją. - No to ja wsiadam - uśmiechnęłam się do rodziców. Byłam mega szczęśliwa. 
Kiwnęli głową, uśmiechając się. Miałam wrażenie że cieszą z mojego szczęścia. W końcu osiągnęli swój cel...
- Dziękuję! - podziękowałam im ostatni raz za bilet, wchodząc po schodkach do samolotu. 
W końcu byłam w środku. Spojrzałam na bilet i udałam się do mojego miejsca. Obok "mnie" siedział jakiś mężczyzna z czarnymi wąsami, a przed Nim jakiś facet z łysym czubkiem głowy.
Mój sąsiad na mnie z góry. Westchnęłam i usiadłam obok Niego. 
Zerknął na mnie i wziął książkę leżącą na przeciw Niego. 
Dopiero teraz dostrzegłam jej tytuł - "Dracula". 
Widać że ma dobry gust. Spojrzałam przez okienko. Moich rodziców już nie było. 
"Nie dziwię się. Dzisiaj mieli jechać do babci, pomóc jej w porządkach. A mnie to wszystko ominie, hah! Jak się cieszę. (Wiem, jestem podła...)" Niedługo potem zasnął, a ja postanowiłam to wykorzystać i zrobić zdjęcie facetowi z łysym czubkiem głowy.
"Tak dla jaj, hehe"


*3 godziny później*
Zasnęłam. Byłam strasznie zmęczona po wczorajszej rozmowie z mamą. 
Po przebudzeniu było mi o wiele lepiej. Spojrzałam na tego mężczyznę, który siedział obok mnie. Widocznie obudził się wcześniej ode mnie a teraz patrzył się ciągle na mnie. Nie ukrywam, trochę mnie to wkurzało. 
"Nie jestem przecież żadnym odludkiem. "
- Zapomniałem się przedstawić - podał mi swą dłoń. - Adam Kilt. Dopiero teraz zobaczyłam że jest w garniturze. 
"Ale ja spostrzegawcza..."
- Róża... Róża Czarna - uśmiechnęłam się. 
"Może się jeszcze do Niego przekonam? W końcu nie zawsze pierwsze wrażenie jest tym właściwym"
- Miło mi Cię poznać. Przepraszam za moje zachowanie, ale za bardzo Cię nie wiedziałem. - zaczął się tłumaczyć. - Bez okularów słabo widzę. - wskazał je, leżące na jego nosie. 
- W porządku. 
- Lecisz do Londynu, tak? - zapytał
Pokiwałąm głową.
- A Pan? 
- Też... - uśmiechnął się. Miał dołeczki. 

Rozmowa z Panem Adamem była bardzo interesująca, przeważnie rozmawialiśmy o "Draculi", książkach, jak i filmach. Uważaliśmy to samo - "Dracula", to najlepsza książka o wampirach na całym świecie. 
Gdy już skończyliśmy rozmawiać, lecieliśmy 5 godzin, czyli Nasza rozmowa trwała dobre dwie godziny.
"Nic dziwnego, Pan Adam jest strasznie gadatliwy. No okey, ja też." Postanowiłam zrobić zdjęcie oceanowi i jak mniemam Miami. Pan Adam na chwilę zamienił się ze mną miejscami i zrobiłam. 

Stewardessa czasie, gdy rozmawiałam z Panem Adamem, przyniosła napoje, toteż teraz to się na mnie odbijało. 
- Przepraszam na chwilkę... - wstałam z miejsca i poszłam na koniec samolotu. Podobno tam jest łazienka. Na przedostatnich siedzeniach ujrzałam fajnego chłopaka. Miał brązowe włosy, postawione lekko do góry i słuchał muzyki na białych słuchawkach. Nawet na mnie nie zerknął. Westchnęłam. 
"Nikt na mnie nie zwraca najmniejszej uwagi."

*2 godziny później*
Właśnie lądowaliśmy. Byłam bardzo podekscytowana. 
- Proszę. - Pan Adam podał mi jakiś papierek. - Może Ci się przydać. - puścił mi oczko, a ja zobaczyłam że to jakiś numer - To numer na taksówkę - wyjaśnił.
- Ahh... - spojrzałam na Niego - bardzo dziękuję. 
Wszyscy zaczęli wychodzić z samolotu, a ja byłam na szarym końcu. Nie śpieszyło mi się zbytnio. W końcu nikt na mnie tam na dole nie czeka. Trochę posmutniałam. Zabrałam bagaż i poczłapałam w kierunku budynku, gdzie czeka się na samolot. Wyszłam i znalazłam się przed ruchliwą ulicą Londynu. Pogoda nie dopisywała. Było szaro, ale deszcze nie padał. To najważniejsze. Położyłam walizkę i usiadłam na Niej. Wybrałam numer mamy.
- Halo? - odebrała za pierwszym sygnałem
- Mamo... Zapomnieliście mi powiedzieć gdzie będę mieszkać! - wybuchłam z pretensjami.
- Otwórz torebkę i wyjmij białą kartkę. - Zrobiłam co mi kazała. - Tam masz adres hotelu, w którym się zatrzymasz na jakiś tydzień, a potem z tatą wynajmiemy mieszkanie przez internet. - powiedziała
- OK... - powiedziałam, już trochę uspokojona. - A.. zapomniałam powiedzieć że już wylądowałam. - uśmiechnąłam się do słuchawki. 
- No, ja już do tego doszłam - powiedziała mama. 
Zaśmiałam się.
- Przepraszam Cię za mój wcześniejszy ton... Po prostu nerwy... 
- Rozumiem Rose. 
- Rose ? - miałam wrażenie że się przesłyszałam. 
- Tak, Rose Kochanie. W końcu jesteś w Londynie. - przypomniała mi.
Wzniosłam oczy ku niebu.
- Jakbym nie wiedziała... - westchnęłam. 
- Ja kończę Córciu, jesteśmy jeszcze u babci. Trzymaj się tam. Wierzę w Ciebie. 
- OK. Pozdrów babcię! Papa... znaczy Bye. - powiedziałam
- Bye - rozłączyła się. 
"Rose...Rose Black... jak to fajnie brzmi" 
Postanowiłam wstać z walizki i zadzwoniłam na numer, który dał mi Pan Adam. 
- Hallo ? - odezwał się aksamitny głos kobiety, z wyraźnym Brytyjskim akcentem. 
"Kurwa. Przecież ja nie dam rady zamówić taksówki po Angielsku."
Zaczęłam pleść co popadnie. Powiedziałam : taxi, Sunny Street (bo taka była ulica) 14:20 Rose Black. Uważam ze mi w miarę dobrze poszło. W każdym bądź razie kobieta zrozumiała a to jest teraz najistotniejsze. Zobaczyłam po raz pierwszy nas woje oczy czerwony londyński autobus. Musiałam zrobić zdjęcie.

Taxi przyjedzie tu za 2 minuty.


C.D.N
_______________________________________________________
No i jest Rozdział drugi. Jak to szybko leci... 
Jak się podoba na razie opowiadanko? Ja wciąż nie jestem co do Niego przekonana. Wprawdzie to dopiero pierwsze rozdziały, ale już myślę że dupnie mi idzie. Wybaczcie!  Kolejny rozdział później, o ile będzie dużo komentarzy. (: