Do domu wróciłam około 15.00. Rzuciłam torbę na moje pościelone łóżko i odpaliłam komputer.
Przy obiedzie, rodzice byli jacyś dziwni. Wypytywali (po raz pierwszy) jak oceny z Angielskiego.
- No..... Mam dwa na koniec. - powiedziałam niepewnie, grzebiąc widelcem w jarzynowej sałatce.
- To chyba dobrze. - uśmiechnął się tata, podnosząc rękę z widelcem do ust.
- Karol, to fatalnie! - skarciła go mama. - Jak Ona sobie poradzi w.... - nie usłyszałam, bo powiedziała mu na ucho.
Byłam zdziwiona. Gdzie będzie mi potrzebna znajomości Angielskiego...? Miałam pustkę. Nie wiedziałam o co chodzi, więc zaczęłam im się przyglądać badawczo.
- No tak, tak, tak... Ty nic nie wiesz. - spojrzała na mnie mama i zniknęła za wejściem do KuchnioJadalni.
Spojrzałam znacząco na tatę, z podniesionymi brwiami. Moje rozwydrzone rodzeństwo biegało w tą i we wtą po całym mieszkaniu. Jak zwykle.
- Wiesz o co chodzi...? - zapytałam
- Nie, Kochanie, nic nie wiem...- poszedł, zgarniając swój talerz.
Mama po chwili wróciła, uśmiechnięta od ucha do ucha. Wyczaiła że taty nie ma, że uciekł.
- Karol!! Ale to już, wracaj tu!! - tupnęła aktorsko nogą, trzymając obie ręce za plecami.
Zaraz przyszedł tata. Nie był zadowolony. Stanął obok mamy, a ja przyglądałam się im uważnie.
- No więc, Różyczko... Pamiętasz jak obiecaliśmy Ci na urodziny spóźniony prezent? - zapytała retorycznie, dając sójkę w bok tacie. Fakt, faktem. Jakiś miesiąc temu miałam urodziny, które były jakąś klapą. Przyjechała babcia, wujek i... to chyba wszystko. Tort musiałam kupić, ja - sama, w Tesco, piliśmy herbatę i ogółem rozmawialiśmy. 18 kończy się raz w życiu, a moje urodziny były jakimś niewypałem. Oczywiście nie miałam tego za złe rodzicom. Oni nie byli w żaden sposób winni. Moje prezenty to - bluzka jeansowa z ćwiekami oraz czekolada, od babci, jakiś szkicownik od wujka, a od rodziców? Tak, wspominali coś o spóźnionym prezencie.
-Tak więc... Oto On - tata przejął od mamy kopertę i mi ją podał, wyrywając mnie tym samym z zamyśleń.
Zaraz ją otworzyłam. Myślałam ze to może karta miejska (tak, wiem...to chore, ale jednak cieszyłabym się z takiego prezentu). Otworzyłam kopertę, a w Niej... bilet. Niezwykły bilet (nie taki autobusowy). Bilet do Londynu. Ale tylko jeden.
- Bilet...? Bilet do Londynu... ? - spojrzałam na Nich przerażona.
"Jak ja sobie poradzę w Londynie, gdzie Angielski jest językiem przewodnim, a ja go nie umiem?". Takie i podobne myśli zaprzątały mi głowę. Moi rodzice tylko się szczerzyli.
- Kochanie... Dasz sobie radę. - pogłaskała mnie po głowie mama.
- Nie, nie dam... - powiedziałam i spuściłam głowę. - Przecież miałam 2 z Angielskiego na koniec! - zaczęłam lekko popłakiwać. Sama nie wiem dlaczego. Po prostu myśl że będę w Londynie i mogę sobie nie poradzić z mówieniem po Angielsku przyprawiała mnie o łzy. Czasami taka jestem. Płaczę - z najmniejszego problemu.
Tata zaraz kucnął przede mną.
- Gdybyś miała innego nauczyciela, byłoby inaczej... - pocieszał mnie. - A właśnie. Jeśli o tym mowa, to... W Londynie będziesz miała zapewnione studia i załatwiliśmy Ci... nauczyciela języka Angielskiego... - powiedział.
Spojrzałam na Nich, nie dowierzając.
- Skąd mieliście tyle pieniędzy ? - zapytałam
- Odkładało się trochę... - uśmiechnęła się lekko mama, dając znaczące spojrzenie tacie.
- Wiecie, że nie musieliście. Równie dobrze, mogliście kupić mi zwyczajną poduszkę. - przytuliłam najpierw mamę, potem tatę.
- Głuptasie... - poczochrał moje włosy.
- Powinnaś się pakować. Jutro wylatujesz... - powiedziała mama, z łzami w oczach.
Spojrzałam na bilet. Rzeczywiście. Na papierku, wydrukowany był dzień odlotu i dokładna godzina.
"28 Czerwca, 2012 r. kierunek:Londyn godzina odlotu: 7:00 nazwa lotniska: Fryderyka Chopina w Warszawie"
Wszystko się zgadzało. "Ja pierdole..."
Nadal nie mogłam uwierzyć w to, ze jutro wylatuję i to jeszcze do Londynu. Zaczęłam się pakować do czarnej walizki. Z tego, co czytałam - W Londynie często jest brzydka pogoda i często pada toteż spakowałam kilka bluz i kurtkę przeciwdeszczową. Możecie wierzyć lub nie, ale zaangażowałam się tym wylotem, jak nigdy. Teraz byłam już tylko szczęśliwa. Urwę się z tej nieszczęsnej Warszawy, zacznę życie od nowa. Tylko jak sobie tam poradzę? Czy ktoś mnie zaakceptuje ? Takie i inne pytania zaprzątały moją głowę,ale postanowiłam się tym teraz nie przejmować.
Pod wieczór byłam już spakowana. Usiadłam do komputera, żeby sprawdzić Facebooka. Ostatni raz, tu w Polsce.
Weszłam na mojego Fan Page o 1D i napisałam posta :
"Jutro wylot do Londynu. Tak się cieszę! Może poznam chłopców? Kto wie... ;)"
Zaraz potem pojawiły się pierwsze lajki i komentarze. Jedne miłe, drugie niezbyt.
"Ale z Ciebie farciara!". Przeważnie te miłe, gratulowały mi i życzyły powodzenia w spotkaniu chłopców.
Jedyne co mnie trzymało przy życiu, to właśnie mój Fan Page. Tutaj były dziewczyny, jak ja. Mimo ze dzieliło nas często sporo kilometrów, traktowałam je jak rodzinę.
Spojrzałam na dół wszystkich komentarzy. W jedną minutę komentarzy było ponad 100.
"I po co to ogłaszasz? Lubisz chwalić się ? Zajebiście, ale nie musisz tutaj". Trochę się tym przejęłam.
Directionerki potrafiły być miłe, kochane ale zdarzały się też takie, które były bardzo nieprzyjemne... Pozostawiłam komputer i poszłam napić się ciepłej herbaty. W kuchni zastałam samotną mamę.
Od razu mnie zobaczyła. Wszyscy spali, ale Ona jeszcze nie. Siedziała przy stole, pijąc herbatę.
- Mamo ? - spojrzała na mnie. - Czy coś się stało ?
- Nie Kochanie, nic... Poza tym, ze moje dorosłe już dziecko, wylatuje z gniazda. - uśmiechnęła się blado. Widać było że strasznie się przejmuję moim wyjazdem.
- Będę do Was codziennie dzwonić... - przyrzekłam, siadając na przeciwko niej, przy stole.
- Obiecujesz? - zapytała, a brodą zaczęła jej lekko latać.
- Oczywiście. - przytuliłam się do Niej mocno siadając na przeciwko Niej na podłodze. Zaczęła gładzić mnie po głowie.
O jakiejś północy wróciłam do pokoju. Cały ten czas rozmawiałam z mamą. O wszystkim. "Jak to będzie? Czy dam sobie radę" itp.
Jeszcze raz sprawdziłam Fan Page'a. Teraz liczba komentarzy przekraczała 3.000 tysiące, a lajków było cztery razy więcej. Wyłączyłam komputer i wzięłam swoją piżamę. Poszłam się umyć.
"W końcu jutro wielki dzień."
C.D.N
________________________________________________
Jest już Pierwszy rozdział a komentarzy nadal brak. :c Jest mi bardzo smutno z tego powodu, bo nie mam dla kogo pisać.
Pierwszy rozdział a już zaczynam kochać Twoje opowiadania :****. Piszesz naprawdę cudownie. Chcę już następny rozdział.<3 Powodzenia w pisaniu. :D :***
OdpowiedzUsuńJeju... Dziękuję bardzo.
Usuńświetny x
OdpowiedzUsuń<3 Zarąbisty <3 Pisz dalej proszę :*****
OdpowiedzUsuńoczywiście będę pisać. Dziękuuję ! :)
UsuńJuż kocham to opowiadanie <333 Nie mogę się doczekać następnego ! <333
OdpowiedzUsuńczuje ze to będzie coś wielkiego :D nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :) <3
OdpowiedzUsuńJutro wstawię kolejny. Mam już napisane ... 7, albo 8. :)
UsuńŚwietny.......Oj...ja zazdroszczę takiej osobie.,..zajebiste *.*
OdpowiedzUsuńDodaj nowy proszę<3
OdpowiedzUsuń:) boski rozdział <3
OdpowiedzUsuń