- Róża! - zaczęło krzyczeć moje rodzeństwo.
- Czego? - otworzyłam lekko oczy
- Wstawaj! Wstawaj! Wstawaj! - zaczęły powtarzać, skacząc po moim łóżku.
- W porządku, ale złaźcie z mojego łóżka rozwydrzone bachory! - krzyknęłam i zeskoczyły, znikając za drzwiami mojego pokoju.
Odkryłam się spod kołdry i przetarłam oczy. Spojrzałam na zegarek, stojący na biurku.
- O cholera! Za pół godziny musimy być koniecznie na lotnisku! - zaczęłam panicznie krzyczeć. Zeskoczyłam z łóżka i wzięłam wcześniej przygotowane ubranie i weszłam do łazienki.
Ubrałam czarną bluzkę, jeansowe rurki i czarne trampki. Włosy upięłam w luźny kok. Pomalowałam oczy kredką, bo na dłuższy makijaż nie mogłam sobie pozwolić. Poperfumowałam się, założyłam kolczyki i wzięłam okulary przeciwsłoneczne leżące na toaletce. Zgarnęłam kosmetyczkę i wrzuciłam ją do otwartej walizki, stojącej w przedpokoju.
- Róża jesteś gotowa? - zapytał tata, trzymając za klamkę od drzwi mieszkania.
- Tak! Już, tylko wezmę bilet i bagaż podręczny.
Wzięłam to co miałam, zasunęłam suwak w walizce i ją podniosłam z podłogi.
- No. Możemy wyruszać.
Mama i moje rodzeństwo siedzieli już na dole, w samochodzie.
Tata zamknął drzwi na klucz i przejął ode mnie walizkę.
Zbiegłam po schodach za Nim. Spojrzałam na godzinę w telefonie.
''Uf, nie jestem jeszcze spóźniona."
Wyszłam na zewnątrz bloku. Spojrzałam się jeszcze ostatni raz na Niego i weszłam do samochodu. Rodzice pozwolili siedzieć mi z przodu. Mama siedziała z tyłu z moim rodzeństwem, które cały czas się darło. Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam sobie folder piosenek tylko One Direction. Pierwszą piosenką była "Moments"... Solówka Nialla zawsze wywoływała u mnie płacz, ale tym razem nie mogłam się popłakać. Nie teraz. Nie tutaj, bo byłoby to dziwne z mojej strony.
Po 15 minutach, byliśmy już na miejscu. Lotnisko było całe zapełnione. Wszędzie ludzie z walizkami, a na parkingu nie było miejsca.
- Za chwilę się spóźnicie. - powiedział tata, patrząc na zegarek na swoim ręku. - Wychodźcie już, a ja zaraz do Was dojdę. - Stanął i wyszliśmy. Wzięłam swoją walizkę z bagażnika i podeszłam do okna kierowcy.
- Tylko zdąż... - powiedziałam błagalnym tonem.
- Oczywiście córeczko. - uśmiechnął się.
Poszliśmy z mamą do środka lotniska. Dałam swój bagaż, na taśmę, wykrywającą metal, albo zagrożone gatunki zwierząt (co jak co, ale tak jebnięta nie jestem). Nic nie wykryto, więc mogłam spokojnie dać swój bilet.
Poszliśmy w kierunku samolotu.
- ODLOT DO LONDYNU ZA 5 MINUT! - wykrzyczał jakiś głos z megafonu.
Zamartwiałam się gdzie tata. Podeszliśmy do bagażowego, a On odebrał ode mnie moją walizkę. Zostawiłam tylko podręczną torbę. Trzymając bilet w ręku, ciągle myślałam o tym że tata może nie zdążyć. 4 minuty...3 minuty... nie ma go.
- JESTEM! - podbiegł do nas, strasznie zmachany. Biegł.
Przytuliłam go najmocniej, jak tylko potrafiłam. Cieszyłam się, ze zdążył.
*minuta przed odlotem*
Wszyscy żegnali się ze swoimi rodzinami na zewnątrz. Przed samolotem.
- Obiecaj, ze zadzwonisz jak tylko wylądujesz. - powiedziała mama.
- Obiecuję - uśmiechnęłam się i pożegnałam.
- Cześć maluchy. - poczochrałam włosy moich młodszych braci. - Dajcie czasem mamie odpocząć i nie rozrabiajcie tak, ok? - zapytałam się ich.
- Jasne, siostra - przytulili mnie w tym samym czasie.
Mama zaczęła płakać w objęciach taty.
- Nie zapomnij o mnie - powiedziała moja siostra. - Obiecaj!
- Nie zapomnę o Tobie Olu. - przytuliłam ją. - No to ja wsiadam - uśmiechnęłam się do rodziców. Byłam mega szczęśliwa.
Kiwnęli głową, uśmiechając się. Miałam wrażenie że cieszą z mojego szczęścia. W końcu osiągnęli swój cel...
- Dziękuję! - podziękowałam im ostatni raz za bilet, wchodząc po schodkach do samolotu.
W końcu byłam w środku. Spojrzałam na bilet i udałam się do mojego miejsca. Obok "mnie" siedział jakiś mężczyzna z czarnymi wąsami, a przed Nim jakiś facet z łysym czubkiem głowy.
Mój sąsiad na mnie z góry. Westchnęłam i usiadłam obok Niego. Zerknął na mnie i wziął książkę leżącą na przeciw Niego.
Dopiero teraz dostrzegłam jej tytuł - "Dracula".
Widać że ma dobry gust. Spojrzałam przez okienko. Moich rodziców już nie było.
"Nie dziwię się. Dzisiaj mieli jechać do babci, pomóc jej w porządkach. A mnie to wszystko ominie, hah! Jak się cieszę. (Wiem, jestem podła...)" Niedługo potem zasnął, a ja postanowiłam to wykorzystać i zrobić zdjęcie facetowi z łysym czubkiem głowy.
"Tak dla jaj, hehe"
*3 godziny później*
Zasnęłam. Byłam strasznie zmęczona po wczorajszej rozmowie z mamą.
Po przebudzeniu było mi o wiele lepiej. Spojrzałam na tego mężczyznę, który siedział obok mnie. Widocznie obudził się wcześniej ode mnie a teraz patrzył się ciągle na mnie. Nie ukrywam, trochę mnie to wkurzało.
"Nie jestem przecież żadnym odludkiem. "
- Zapomniałem się przedstawić - podał mi swą dłoń. - Adam Kilt. Dopiero teraz zobaczyłam że jest w garniturze.
"Ale ja spostrzegawcza..."
- Róża... Róża Czarna - uśmiechnęłam się.
"Może się jeszcze do Niego przekonam? W końcu nie zawsze pierwsze wrażenie jest tym właściwym"
- Miło mi Cię poznać. Przepraszam za moje zachowanie, ale za bardzo Cię nie wiedziałem. - zaczął się tłumaczyć. - Bez okularów słabo widzę. - wskazał je, leżące na jego nosie.
- W porządku.
- Lecisz do Londynu, tak? - zapytał
Pokiwałąm głową.
- A Pan?
- Też... - uśmiechnął się. Miał dołeczki.

Rozmowa z Panem Adamem była bardzo interesująca, przeważnie rozmawialiśmy o "Draculi", książkach, jak i filmach. Uważaliśmy to samo - "Dracula", to najlepsza książka o wampirach na całym świecie.
Gdy już skończyliśmy rozmawiać, lecieliśmy 5 godzin, czyli Nasza rozmowa trwała dobre dwie godziny.
"Nic dziwnego, Pan Adam jest strasznie gadatliwy. No okey, ja też." Postanowiłam zrobić zdjęcie oceanowi i jak mniemam Miami. Pan Adam na chwilę zamienił się ze mną miejscami i zrobiłam.
Stewardessa czasie, gdy rozmawiałam z Panem Adamem, przyniosła napoje, toteż teraz to się na mnie odbijało.
- Przepraszam na chwilkę... - wstałam z miejsca i poszłam na koniec samolotu. Podobno tam jest łazienka. Na przedostatnich siedzeniach ujrzałam fajnego chłopaka. Miał brązowe włosy, postawione lekko do góry i słuchał muzyki na białych słuchawkach. Nawet na mnie nie zerknął. Westchnęłam.
"Nikt na mnie nie zwraca najmniejszej uwagi."
*2 godziny później*
Właśnie lądowaliśmy. Byłam bardzo podekscytowana.
- Proszę. - Pan Adam podał mi jakiś papierek. - Może Ci się przydać. - puścił mi oczko, a ja zobaczyłam że to jakiś numer - To numer na taksówkę - wyjaśnił.
- Ahh... - spojrzałam na Niego - bardzo dziękuję.
Wszyscy zaczęli wychodzić z samolotu, a ja byłam na szarym końcu. Nie śpieszyło mi się zbytnio. W końcu nikt na mnie tam na dole nie czeka. Trochę posmutniałam. Zabrałam bagaż i poczłapałam w kierunku budynku, gdzie czeka się na samolot. Wyszłam i znalazłam się przed ruchliwą ulicą Londynu. Pogoda nie dopisywała. Było szaro, ale deszcze nie padał. To najważniejsze. Położyłam walizkę i usiadłam na Niej. Wybrałam numer mamy.
- Halo? - odebrała za pierwszym sygnałem
- Mamo... Zapomnieliście mi powiedzieć gdzie będę mieszkać! - wybuchłam z pretensjami.
- Otwórz torebkę i wyjmij białą kartkę. - Zrobiłam co mi kazała. - Tam masz adres hotelu, w którym się zatrzymasz na jakiś tydzień, a potem z tatą wynajmiemy mieszkanie przez internet. - powiedziała
- OK... - powiedziałam, już trochę uspokojona. - A.. zapomniałam powiedzieć że już wylądowałam. - uśmiechnąłam się do słuchawki.
- No, ja już do tego doszłam - powiedziała mama.
Zaśmiałam się.
- Przepraszam Cię za mój wcześniejszy ton... Po prostu nerwy...
- Rozumiem Rose.
- Rose ? - miałam wrażenie że się przesłyszałam.
- Tak, Rose Kochanie. W końcu jesteś w Londynie. - przypomniała mi.
Wzniosłam oczy ku niebu.
- Jakbym nie wiedziała... - westchnęłam.
- Ja kończę Córciu, jesteśmy jeszcze u babci. Trzymaj się tam. Wierzę w Ciebie. - OK. Pozdrów babcię! Papa... znaczy Bye. - powiedziałam
- Bye - rozłączyła się.
"Rose...Rose Black... jak to fajnie brzmi"
Postanowiłam wstać z walizki i zadzwoniłam na numer, który dał mi Pan Adam.
- Hallo ? - odezwał się aksamitny głos kobiety, z wyraźnym Brytyjskim akcentem.
"Kurwa. Przecież ja nie dam rady zamówić taksówki po Angielsku."
Zaczęłam pleść co popadnie. Powiedziałam : taxi, Sunny Street (bo taka była ulica) 14:20 Rose Black. Uważam ze mi w miarę dobrze poszło. W każdym bądź razie kobieta zrozumiała a to jest teraz najistotniejsze. Zobaczyłam po raz pierwszy nas woje oczy czerwony londyński autobus. Musiałam zrobić zdjęcie.
Taxi przyjedzie tu za 2 minuty.
C.D.N
_______________________________________________________
No i jest Rozdział drugi. Jak to szybko leci...
Jak się podoba na razie opowiadanko? Ja wciąż nie jestem co do Niego przekonana. Wprawdzie to dopiero pierwsze rozdziały, ale już myślę że dupnie mi idzie. Wybaczcie! Kolejny rozdział później, o ile będzie dużo komentarzy. (:

,,taxi, Sunny Street,14:20 Rose Black'' To było dobre.....też bym tak paplała od rzeczy.....czekam z niecierpliwością na następny rozdział ^^ ^_^
OdpowiedzUsuńSuperowy !:)
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta ! ;*
+ zapraszam : anitkaonedirection.blogspot.com
Rozdział jest świetny. Opowiadanie też zapowiada się ciekawie. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
OdpowiedzUsuńPisz dalej wkręciłam się
OdpowiedzUsuńTo jest Cudownee.. *.* ;**
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że będzie szybko <3
Czekam na następny rozdział kochana.
OdpowiedzUsuńRozdział super. Najlepszy moment to zamawianie taxi. Czekam na next. Nie mogę się go doczekać.
OdpowiedzUsuńPS Serdecznie zapraszam do mnie. Może nie będzie tak dobry jak twój, ale co mi tam: http://narryloveforever.blogspot.com/